DOŁĄCZ DO NAS.ZOSTAŃ CZŁONKIEM NASZEJ SPOŁECZNOŚCI :)
Nasz adres mailowy: pracownia.alt@gmail.com

niedziela, 24 maja 2015

Referendum w Irlandii

      W piątek 4 mln Irlandczyków mogło udać się do urn i odpowiedzieć na pytanie: „Czy jesteś za poprawką do konstytucji, stwierdzającą, że małżeństwo może być zawarte przez dwie osoby, niezależnie od ich płci?”. Od wczoraj wiemy, że większość z nich odpowiedziała na to pytanie twierdząco. Frekwencja wyniosła ponad 60%, a głosów „za” było 62% i tym samym Irlandia stał się pierwszym krajem na świecie, w którym takie związki staną się legalne na mocy ogólnokrajowego referendum. Tym samym Irlandia dołączyła do grupy 19 państw, które uznają małżeństwa między gejami i lesbijkami za legalne. Gratulujemy!
      Sukces jest tym większy, że jeszcze do 1993 roku męski kontakty seksualne był karane (w 1895 roku skazany został m.in. Oskar Wilde, autor „Portretu Doriana Greya”), a do połowy lat 90. działały prowadzone przez Kościół obozy pracy (tak zwane „pralnie sióstr magdalenek”), w których – jak pisze Joanna Crawley Derkaczew w ostatnim „Dużym Formacie” – „bez żadnej podstawy prawnej zamykano kobiety niepasujące do obrazu idealnego kraju katolickiego (zgwałcone, wolno myślące, temperamentne)”. Do początku lat 90. zakazana była też sprzedaż prezerwatyw, prawo nie dopuszczało rozwodów, a w szkołach prowadzonych przez Kościół uczniowie byli bici i wykorzystywani seksualnie. Derkaczew dodaje, że „wciąż na terenach kościelnych odkrywane są masowe groby dzieci, które po odebraniu ich nieprzystosowanym społecznie matkom trafiały do katolickich sierocińców, gdzie umierały z głodu”.
Przeciwnicy referendum przyznali się do porażki stwierdzeniem, że to „wyraźne” zwycięstwo zwolenników małżeństw jednopłciowych i złożeniem im gratulacji. Im także gratulujemy. Podejścia do demokracji.






Za: J. Crawley Derkaczew, W imię miłości, [w:] „Dużu Format”, nr 20/1131, s. 8; A. Szostkiewicz, Irlandzkie „TAK” dla równych praw, [w:] http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1620421,1,irlandczycy-poparli-w-referendum-malzenstwa-jednoplciowe.read


piątek, 1 maja 2015

1 Maja

    W drugiej połowie XIX wieku długość dnia pracy na świecie wahała się od 11 do 16 godzin. Między innymi z tego powodu amerykańscy związkowcy na zjeździe w Chicago uchwalili przeprowadzenie 1 maja 1886 r. masowych akcji strajkowych. Tego dnia ponad 500 tys. pracowników z Detroit, Waszyngtonu, Filadelfii, Pittsburgha, San Francisco i wielu innych miast odeszło od maszyn. Domagano się wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy. W Chicago strajk był najpotężniejszy i trwał kilka dni. Doszło do krwawych starć z policją, a czterech przywódców skazano na śmierć. W 1888 roku odbył się kolejny kongres, tym razem w Sant Louis, na którym ustanowiono 1 maja dniem walki o ośmiogodzinny dzień roboczy, upamiętniając tym samym wydarzenia sprzed dwóch lat.
 
     Rok później, 14 lipca 1889 roku, odbył się w Paryżu kongres partii robotniczych (II Międzynarodówka), na którym uchwałą Kongresu Założycielskiego ustanowiono 1 maja Dniem Międzynarodowej Solidarności Robotniczej. Pierwsze światowe obchody święta odbyły się dziesięć miesięcy później i uczestniczyli w nich także polscy robotnicy wszystkich zaborów. Obchody nad Wisłą były krwawo tłumione, padały strzały, lecz mimo to liczba uczestników rosła z roku na rok. 
      W Łodzi w roku 1892 przerodziły się one w masowe wystąpienia robotników, które przeszły do historii jako „bunt łódzki”. Między 2 a 9 maja doszło do strajku powszechnego na szeroką skalę, obejmującego w połowie tygodnia około 70 tys. pracujących. Domagano się podwyżki płac, skrócenia dnia pracy i złagodzenia brutalnego stosunku personelu fabrycznego do zatrudnionych. Wystąpienie zostało krwawo stłumione, aresztowano ponad trzysta osób. „Bunt łódzki” był w ówczesnym międzynarodowym ruchu robotniczym jednym z największych strajków powszechnych. Spełnił także dużą rolę uświadamiającą, a swoim zasięgiem objął nie tylko Łódź, ale również okoliczne miejscowości (np. Zgierz i Pabianice). 
      W Warszawie w roku 1900 akcję urządzono 29 kwietnia. Doszło do starć z policją i wojskiem („bitwa po Sans-Souci”). Pamiętne obchody odbyły się również w 1905 roku, kiedy to 1 maja cała stolica zamarła – sklepy zostały zamknięte, stanęły tramwaje i pociągi, a pochód idący ku centrum Alejami Jerozolimskimi został osaczony przez oddziały carskie. Znów polała się krew... W czasie rewolucji 1905 roku nad Wisłą masowe demonstracje, podczas których dochodziło do starć z carskim wojskiem kozakami i bojówkami nacjonalistycznymi, organizowały m.in. PPS, SDKPiL i Bund.
     Również po odzyskaniu niepodległości idea święta robotniczego nie zgasła. Pojawiały się postulaty socjalne, hasła walki z władzą, a tuż przed II wojną światową także treści antyfaszystowskie i antywojenne. Wciąż zdarzały się bójki, strzały, aresztowania i ataki narodowców…




   
Od 1950 roku w Polsce 1 Maja jest świętem państwowym i dniem wolnym od pracy.




sobota, 4 kwietnia 2015

Prima aprilis :-)

Nasz ostatni wpis był oczywiście primaaprilisowym żartem, ale zainspirowany został autentyczną publikacją noszącą tytuł "Jarocin w obiektywie bezpieki". Książka traktuje o festiwalu w tym niewielkim wielkopolskim miasteczku, roi się w niej od rozmaitych zdjęć, wypowiedzi muzyków i polityków z tamtych czasów, wspomnień, fragmentów tekstów, notatek służbowych i raportów.



środa, 1 kwietnia 2015

"Wieluńscy załoganci w obiektywie bezpieki"

Miło nam poinformować, że nakładem Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się właśnie książka dokumentująca burzliwe dzieje wieluńskiego undergroundu. Publikacja nosi tytuł „Wieluńscy załoganci w obiektywie bezpieki” i zawiera materiały, które po raz pierwszy ujrzały światło dzienne. Książka jest bogato ilustrowana, a autorzy dotarli do byłych agentów Służby Bezpieczeństwa, którzy zajmowali się infiltracją punkowego środowiska w byłym województwie sieradzkim. Major Witold Klimowicz barwnie opowiada o perypetiach związanych z zespołem Stara Atlantyda i jej zjawiskowym wokalistą „Jeżyną”, a płk Józef Lajk rzuca nowe światło na poczynania zespołu Aspidistra. Czy jej lider „Spych” był TW? 
Zachęcamy do lektury!

wtorek, 16 grudnia 2014

          9 grudnia 1922 roku pierwszym prezydentem II RP został Gabriel Narutowicz. Wybory na ten urząd odbywały się wtedy nieco inaczej niż teraz. Konstytucja marcowa stanowiła, że prezydenta raz na siedem lat wybiera Zgromadzenie Narodowe złożone z posłów i senatorów. Narutowicz był kandydatem Polskiego Stronnictwa Ludowego „Wyzwolenie”, ale w ostatnim głosowaniu, w którym zmierzył się z hrabią Maurycym Zamoyskim, wielkim właścicielem ziemskim, poparli go także członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast” i przedstawiciele mniejszości narodowych. Narutowicz uchodził za wybitnego specjalistę w zakresie elektryfikacji i hydrologii. Wiele lat pracował na politechnice w Zurychu, objął tam w 1908 r. katedrę inżynierii wodnej, zdobył też uznanie jako jeden z najwybitniejszych europejskich twórców elektrowni wodnych. Jego dziełem była budowana w latach 1898-1900 elektrownia Kubel pod Saint Gallen o wielkiej jak na owe czasy mocy 3000 KM, kierował też budową obiektu o mocy 10 000 KM w Adelsbuch i paroma innymi. Po powrocie do Polski był ministrem w kilku rządach. Franciszek Bernaś charakteryzuje go w następujący sposób: „[…] był wybitnym uczonym, wynalazcą i budowniczym, politykiem i mężem stanu, postępowym liberałem, człowiekiem, któremu obca była wszelka przemoc i gwałt, szowinizm i ślepy nacjonalistyczny fanatyzm”. 
Prawica porażkę odczuła bardzo boleśnie. Jej zwolennicy zaczęli nowo wybranego prezydenta atakować za areligijność i kosmopolityzm, oskarżali go o bycie Żydem, Litwinem i masonem. W kolejnych dniach po wyborze organizowali manifestacje, w czasie których skandowano hasła narodowe, antyżydowskie, a nawet faszystowskie. Prasa o orientacji endeckiej i chadeckiej rozpoczęła brutalną kampanię przeciwko temu wyborowi. Pisano między innymi o „żydowskim pachołku” i rozpowszechniano pogląd, że prezydenta narzucili Polakom właśnie Żydzi.
Jednak sam Zamoyski zachował się bardzo przyzwoicie. Depeszował z Paryża: „Mogę się tylko cieszyć, że przegrałem w Zgromadzeniu i że jego wybór padł na Szanownego Pana. Na stanowisku prezydenta może Pan Profesor uczynić wiele dla Polski. Uznaję z szacunkiem wolę narodu i ubolewam nad zacietrzewieniem, które sprawia, iż pełni Pan swe obowiązki w trudzie, goryczy i niebezpieczeństwie. Zwróciłem się do mego stronnictwa, aby nie łączyło mego nazwiska i mojego dobrego imienia obywatela z motłochem, obrzucającym Szanownego Pana kamieniami”.
Zaprzysiężenie próbowano zakłócić. Zwolennicy prawicy zatarasowali nawet ulice prowadzące do gmachu sejmowego, a Narutowicza obrzucili grudami śniegu i błotem. Zabili oni również robotnika Jana Kłuszewskiego. Zaprzysiężenie, zbojkotowane przez przedstawicieli prawej strony sceny politycznej, odbyło się jednak 11 grudnia, a trzy dni później Józef Piłsudski przekazał władzę Narutowiczowi. Ataki jednak nie ustały. W prasie endeckiej ciągle pojawiały się napastliwe artykuły, rzucano oszczerstwa, prezydent zaś otrzymywał anonimy z obelgami i groźbami. Na ulicach endeckie bojówki atakowały pochody robotnicze, zdemolowały one m.in. Okręgowy Komitet PPS w Alejach Jerozolimskich, siedzibę pisma „Robotnik” oraz budynek Żydowskiego Towarzystwa Kulturalnego.
Kilka dni później prezydent został zamordowany przez Eligiusza Niewiadomskiego, ideowo związanego z Narodową Demokracją. Stało się to 16 grudnia podczas otwarcia wystawy w warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Do prezydenta oddano trzy strzały. Morderca został skazany na śmierć, a wyrok wykonano 31 stycznia 1923 r. Wojciech Roszkowski pisze, że „Agitacja prawicy przyniosła więc straszny owoc w postaci pierwszego w dziejach Polski »królobójstwa«”. Zamachowca zeznał, że jego celem był Piłsudski, ale po przekazaniu władzy zmienił on swój plan. Antoni Czubiński dodaje, że plan ten zrodził się „w atmosferze nietolerancji i nienawiści rozpalanej w Polsce przez koła nacjonalistyczne i klerykalne”.
Pogrzeb Narutowicza odbył się 19 grudnia. Zabalsamowane zwłoki pochowane zostały w podziemnej krypcie katedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie.
Nawet po upływie kilkudziesięciu lat narodowcy nie widzą nic złego w tym haniebnym czynie. Wręcz przeciwnie, niektóre środowiska uważają Eligiusza Niewiadomskiego za męczennika i bohatera. Trudno taką postawę nazwać patriotyzmem. Nie ma w niej miejsca na dialog, pokojowe zmienianie rzeczywistości czy poszanowanie prawa wyboru innych ludzi. Jest za to buta, arogancja, przemoc, szowinizm, wulgarność i nieustanne demolowanie demokracji. Nie dajmy sobie wmówić, że miłość do kraju polega właśnie na czczeniu zbrodniarzy i miotaniu obelg czy kamieni w stronę wszystkich, którzy różnią się od nas choćby w swych poglądach politycznych i postawach światopoglądowych. Niech krzykliwy margines nie narzuca nam swojej chorej definicji patriotyzmu.


 
(Za: F. Bernaś, Ofiary fanatyzmu, Warszawa 1987; A. Czubiński, Historia Polski XX wieku, Poznań 2000; Z. Kaczmarek, Trzej prezydenci II Rzeczypospolitej, Warszawa 1988; W. Roszkowski, Historia Polski 1914-1993, t. 1, Warszawa 1995).





niedziela, 9 listopada 2014

Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem

      W nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku w nazistowskich Niemczech spalono 29 żydowskich domów towarowych i 171 domów mieszkalnych, zniszczono 250 synagog (oficjalne sprawozdanie złożone przez Heydricha mówiło o 101), spustoszono 7,5 tys. „niearyjskich sklepów”, zamknięto w obozach koncentracyjnych kilkadziesiąt tysięcy osób, a śmiertelnie pobito 91. Dziś to tragiczne wydarzenie nazywane jest „nocą kryształową” (od ilości szkła, które pokryło niemieckie ulice).
   Nieludzkie traktowanie Żydów zaczęło się w Niemczech dużo wcześniej. 1 kwietnia 1933 r. zorganizowano masowy bojkot sklepów, lekarzy, prawników itd., „dla obrony przed zagraniczną propagandą grozy”. Nie obyło się przy tym bez napadów, lżenia i poniżania. 10 maja na placu Opery w Berlinie palono książki autorów żydowskich i przeciwników reżimu hitlerowskiego. We wrześniu 1935 roku uchwalono „ustawy norymberskie”, które stawiały Żydów na niższym poziomie prawnym. Pozbawiły one tę ludność m.in. prawa wyborczego, prawa zajmowania stanowisk urzędowych i możliwości służenia w armii niemieckiej. Wyłączyły ją z życia politycznego, społecznego i kulturalnego. Wkrótce nowe zarządzenia podawały wydłużającą się listę zawodów, których nie wolno było im wykonywać. Usuwały one Żydów z weterynarii, profesury i odbierały im prawo nauczania we wszystkich kategoriach szkół. Wykluczały farmaceutów, lekarzy i dentystów z publicznej służby zdrowia. Dziesiątki tysięcy „nie-Aryjczyków” straciło państwowe posady. Ostatecznie zabroniono im nawet handlu. „Ustawa o ochronie niemieckiej krwi oraz niemieckiego honoru” zabraniała Żydom małżeństw, a także stosunków pozamałżeńskich z nie-Żydami. Naruszenie paragrafu o „zhańbieniu rasy” groziło publicznym napiętnowaniem i więzieniem.
   W tym czasie w Polsce członkowie i sympatycy takich organizacji jak Młodzież Wszechpolska, Stronnictwo Narodowe czy Obóz Narodowo-Radykalny domagali się usunięcia żydowskich studentów z uczelni, dochodziło również do licznych pobić i plądrowania sklepów. W drugiej połowie lat 30. niektóre uniwersytety wprowadziły tzw. numerus clausus. Ograniczało to w znaczący sposób możliwość studiowania młodzieży żydowskiej. Stworzono także getta ławkowe. Czesław Miłosz pisał: "Endecka prawica otwarcie głosiła program wrogi Żydom, stanowił on jednak tylko część szczególnej interpretacji dziejów Polski. Był to pogląd dopatrujący się międzynarodowego spisku od wieków zagrażającego Polsce, najdobitniej sformułowany przez Jędrzeja Giertycha. Według tego poglądu, katolicka Polska stała się przedmiotem szczególnej nienawiści protestantów w XVII wieku, których międzynarodowy spisek ściągnął na Polskę najazd szwedzki. Protestancką wrogość do Polski odziedziczyli masoni, którzy z kolei działali przeciwko Polsce, łącznie z podobnym spiskiem żydowskim. Polska oswobodziła się od trzech zaborców, była jednak nadal opętana mackami żydowskiej międzynarodówki, współpracującą z międzynarodówką komunistyczną [...]". Dziś nieszczęścia sprowadzają jeszcze geje i lesbijki...
     Zamordowany w 1922 roku przez prawicowego fanatyka Gabriel Narutowicz (pierwszy prezydent II RP) także uznawany był przez co niektórych za „pachołka Żydów”…



 

(Za: W. Czapliński, A. Galos, W. Korta, „Historia Niemiec”, Wrocław 1981; A. Eisenach, „Hitlerowska polityka zagłady Żydów”, Warszawa 1961; C. Młosz, „Wyprawa w Dwudziestolecie”, Kraków 2011; „Nasz wiek XX”, pod red. M. Leiera, Warszawa 1996).


niedziela, 26 października 2014

Polecamy przeczytać... (12)

      W 1906 roku Polacy dokonali 1245 zamachów terrorystycznych na carskich urzędników, policjantów, szpicli itp., a w całym okresie 1905-1907 „takie wydarzenia jak spadające z okien bomby należały raczej do rutyny dnia codziennego niż do poważniejszych osobliwości”. Bojówka Polskiej Partii Socjalistycznej liczyła w tym czasie ok. 5 tys. członków. To właśnie ta organizacja – na czele z takimi postaciami jak Józef Piłsudski, Walery Sławek, Tomasz Arciszewski, Ignacy Mościcki, Stefan Okrzeja, Kazimierz Pużak, Aleksandra Piłsudska – walczyła z największym zaangażowaniem o niepodległości i... socjalizm.
      Przez kilkanaście lat lewicowi bojowcy z browningami, mauzerami, bombami i sztyletami w rękach mścili swoich towarzyszy, napadali na sklepy monopolowe i pociągi z pieniędzmi, odbijali z więzień innych „terrorystów”, wykonywali partyjne wyroki i walczyli z wyzyskiem. Część ich akcji przypominała sceny z filmów o Dzikim Zachodzie, inne zaś charakteryzowały się profesjonalizmem charakterystycznym dla gangu Olsena (choćby słynna akcja pod Bezdanami, w której uczestniczyło czterech późniejszych polskich premierów).
      Między innymi o tym właśnie traktuje książka Wojciecha Lady pt. „Polscy terroryści”. Przeczytamy w niej o zamachach dokonywanych głównie w połowie pierwszej dekady XX wieku, ale również o szkoleniach przyszłych zamachowców, produkcji bomb, życiu osobistym i więziennym czy wreszcie o bojowniczkach w spódnicach, które nie tylko zajmowały się przemytem dynamitu, rewolwerów i konspiracyjnej prasy, ale także same brały udział w aktach zbrojnych.
     Autor wspomina również o kilku anarchistycznych organizacjach prowadzących walkę zbrojną, wymienia m.in. takie grupy jak Czarny Sztandar, Zmowa Robotnicza czy Rewolucyjni Mściciele. Natomiast o narodowcach pisze tak: „[...] podległy Lidze Narodowej Narodowy Związek Robotników nie miał oporów przed podejmowaniem współpracy z carską policją przeciwko socjalistom i zasadniczo kierował swoje browningi nie w zaborcę, lecz w rodaków reprezentujących tylko inne poglądy”. Walki międzypartyjne miały szczególnie krwawy przebieg w Łodzi. Ich zaprzestanie dokonało się w roku 1907 na konferencji zwołanej z inicjatywy PPS.
Polecamy! 
MB

piątek, 18 lipca 2014

niedziela, 2 lutego 2014

Przypominamy, że w roku 1920 Żydzi stanowili niemal 50% mieszkańców naszego miasta, a w tragicznym 1939 – prawie 30%. W Wieluniu funkcjonowało wiele partii i innych organizacji żydowskich, m.in. Żydowska Gmina Wyznaniowa, Żydowska Ortodoksyjna Partia Robotnicza, Socjalistyczna Partia Pracy Hitachdut, Żydowska Socjalistyczna Partia Robotnicza, Żydowskie Towarzystwo Dobroczynne, Pokój Wiernych Izraelitów, Żydowskie Towarzystwo Krajoznawcze, Żydowskie Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe... 
Działały również cztery biblioteki: Biblioteka Organizacji Syjonistycznej, Biblioteka Żydowska, Biblioteka Żydowska im. Pereca i Biblioteka Żydów Ortodoksów.
Dzisiaj za to mamy celtyki na murach...

(Fot. za: www.sztetl.org.pl/



 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu

27 stycznia 1945 żołnierze radzieccy wyzwolili obóz Auschwitz-Birkenau. W walkach o obóz i Oświęcim zginęło 231 czerwonoarmistów, między innymi dowódca 472 pułku ppłk Semen Biesprozwannyj, który w roku 2000 został pośmiertnie oznaczony przez prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP. Wyzwolenia doczekało ok. 7 tys. więźniów, wcześniej Niemcy wyprowadzili z obozu ok. 58 tys. ludzi, z których zginęło ok. 15 tys.

Na pamiątkę tego wydarzenia 27 stycznia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Święto to zostało uchwalone w 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w celu uczczenia pamięci ofiar pochodzenia żydowskiego, zamordowanych w czasie II wojny światowej przez hitlerowców. 
 


wtorek, 21 stycznia 2014

 
21 stycznia 1963 roku zmarł Stanisław Grzesiuk – pisarz, pieśniarz, lewicowiec, ateista, uczestnik konspiracji w okupowanej stolicy, więzień obozów koncentracyjnych, ale przede wszystkim... warszawiak.


„Wojny się nie bałem. »Nie damy guzika od munduru«, »Silni-zwarci-gotowi«. Hasła te, rozlepiane na murach Warszawy, nastrajały bojowo, optymistycznie. Wszyscy twierdzili, że Niemcy wojny nie zaczną, że mają słabe wyposażenie techniczne z materiałów zastępczych, że za dwa tygodnie będziemy w Berlinie – oto jakie krążyły wersje, a miały na celu wmówienie w ludzi, że wszystko u nas jest na klawo. Wkrótce okazało się, że oddaliśmy nie tylko guzik, ale i cały naród w niewolę. Że ci od rządzenia byli owszem: »silni« – w gębie, »zwarci« – przy pijaństwie i »gotowi« – do ucieczki za granicę”.


 
„Ojciec był czynnym działaczem w fabryce. Przez wiele lat załoga wybierała go na delegata, w razie potrzeby interweniowała u dyrekcji. Był też dobrym mówcą. Tego dnia robotnicy zwołali wiec. Po kilku przemówieniach ojciec wyszedł na mównicę, by rozprawić się z przeciwnikami. W pewnym momencie przerwał, zszedł i poprosił o wodę. Zrobiło mu się niedobrze. Po chwili upadł i stracił przytomność. Zadzwoniono po pogotowie. W pół godziny potem, w szpitalu, ojciec umarł […].
– Trzeba zdecydować, kto ma iść z pogrzebem: ksiądz czy sztandary. Ksiądz powiedział, że pójdzie tylko wtedy, jeśli odejdą sztandary.
– Nie chce iść za pieniądze taki kawałek drogi? To licho z nim, niech nie idzie. Pójdą sztandary – powiedziałem bez namysłu […]. Na chodniku stała grupa chłopaków z Wojtówki. Jeden z nich podszedł i trąciwszy mnie łokciem powiedział po cichu:
– Mrugnij tylko na chłopaków, że się zgadzasz. Chłopaki chcą go brać siłą albo go tu na ulicy obedrą z tych jego świętych ciuchów. No, mrugnij tylko, chłopaki czekają, bo bez twojej zgody nie chcą nic robić – namawia mnie kolega.
– Dajcie spokój, nich go... Nie chce iść, niech nie idzie. To przecież pogrzeb ojca, więc niech odbędzie się w spokoju.
Szedłem na cmentarz i myślałem: »Robotnikiem wolno ci być, ale nie należy tego zaznaczać nawet po śmierci, bo dusza zbawiona nie będzie...«. Przecież to sztandary robotnicze, fabryczne, pod którymi stoją robotnicy o różnych przekonaniach politycznych, wierzący i niewierzący. Poraził go tylko, jak byka, czerwony kolor […].
Wieczorem sąsiad, granatowy policjant, mówił mi, że zrobiłem źle, każąc iść sztandarom.
– Ksiądz powinien iść. Ja bym wybrał księdza.
»Oto jeszcze jeden z tej samej ferajny« – pomyślałem, a głośno powiedziałem:
– To już jak pan umrze, wtedy pójdzie ksiądz. O sztandary niech się pan nie martwi, do pana na pogrzeb nie przyjdą”.





 

„ – A czy wy nie jesteście przypadkiem z tych, co to przed wojna nosili mieczyki w klapach? »Sztafeciarze«? Bo jeśli tak, to nie chciałbym, żeby w przyszłości miało z tego powodu wyniknąć jakieś nieporozumienie – mówiąc to wyjąłem z szuflady w kredensie kilkanaście mieczyków, które położyłem na stole. – Te mieczyki to zdobycz wojenna. Odcięte zostały razem z klapami. Każdy z nas ma kilka takich.
Na wyprawy w miasto »na mieczyki« wychodziliśmy całą ferajną, uzbrojeni w ostre noże – przeważnie w Aleje Ujazdowskie i na Nowy Świat. Gdy zauważyliśmy »szczawików« z mieczykami w klapach – bo oni też nie chodzili pojedynczo – zaczynaliśmy nagonkę. Otaczaliśmy ich z daleka i pomaleńku zaciskaliśmy krąg. Gdy nadchodził dogodny moment, to znaczy, gdy w pobliżu nie było policjanta, następował atak. Małe zamieszanie i uciekaliśmy, mając w kieszeni odcięte klapy z mieczykami”.






piątek, 17 stycznia 2014

18.01.1945 r.

18 stycznia 1945 r. do Wielunia wkroczyła Armia Czerwona i to ten dzień uznawany jest za koniec hitlerowskiej okupacji naszego miasta. Ponoć radzieccy zwiadowcy wjechali na motocyklach od strony dzisiejszej ulicy Częstochowskiej, a za nimi pojawiły się czołgi. Walki trwały całą noc.

Na największej wieluńskiej nekropolii spoczywa 406 czerwonoarmistów, którzy polegli w styczniu 1945 roku.


A jak było z pomnikiem „Pogromcom hitleryzmu”?

Jak czytamy u Tadeusza Olejnika, postanowiono go wznieść w latach 1965-1966 z inicjatywy przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej, Stanisława Podeszwy. Autorką jego projektu była art. plastyk Jadwiga Janus z Łodzi. Historyk pisze, że pomnik już w trakcie budowy budził liczne kontrowersje i to bynajmniej nie natury politycznej, ale estetycznej. Wnioskowano nawet, by go rozebrać, ale sprzeciwił się temu pomysłodawca przedsięwzięcia, tłumacząc, że miasto wydało na ten cel dużą sumę pieniędzy, a projekt uzyskał wcześniej akceptację Komisji Plastycznej przy Związku Polskich Artystów Plastyków Łodzi.



(korzystałem z: T. Olejnik, „Leksykon miasta Wielunia”, Wieluń 2007; T. Olejnik, „Wieluń. Dzieje miasta 1945-1989”, Łódź-Wieluń 2009)

środa, 15 stycznia 2014

"Krzyczeliśmy apartheid!"

"Film przybliża wydarzenia z 24 lutego 1990 roku we Wrocławiu. Tego dnia odbyła się tam pokojowa demonstracja czarnoskórych studentów z okazji uwolnienia przez władze RPA Nelsona Mandeli. Niespodziewanie manifestanci zostali zaatakowani przez grupę skinheadów. Doszło do bójki. Obecna na miejscu zdarzeń policja zareagowała dopiero na apel Władysława Frasyniuka".