Przypominamy,
że za dwa tygodnie (13 października) jedziemy do Kamionu sprzątać śmieci w Załęczańskim Parku
Krajobrazowym. Jesteśmy współorganizatorami tej akcji. To pierwsze takie
przedsięwzięcie Pracowni. Tak, będziemy zbierać odpadki i bardzo się z tego powodu cieszymy! Zapraszamy wszystkich chętnych! Wyjeżdżamy autobusem z parkingu przy ulicy 18 Stycznia o godzinie 8:30, a wracamy po południu.
Widać, że
trochę różnimy się chociażby od wieluńskich nacjonalistów. Oni skupiają się na
rozklejaniu rasistowskich i homofobicznych wlepek – my organizujemy koncerty
muzyki alternatywnej i zapraszamy artystów, którzy mają coś do powiedzenia. Oni
nieustannie polują na jakichś komunistów – my chcemy dbać o czyste środowisko.
Oni żyją przeszłością i nieustannie szukają mitycznych wrogów Polski – my
przede wszystkim patrzymy w przyszłość i pragniemy budować społeczeństwo
tolerancyjne, otwarte oraz uświadomione ekologicznie. Właśnie taki rodzaj patriotyzmu preferujemy.
Tym
razem coś dla miłośników biografii, poezji i historii - „Broniewski. Miłość wódka, polityka” (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2011).
Jestem pewien,
że takiego Broniewskiego nie znacie. Mariusz Urbanek napisał porządną biografię
człowieka, który niewątpliwie zasłużył sobie na naszą pamięć. Widać, że praca nie
była tworzona na kolanach ani – tym bardziej – na kolanie. Myślę, że udało się
w niej uchwycić i ukazać wielowymiarowość autora wiersza „Bagnet na broń”. Z
kart tej książki wyłania się osoba, o której nie uczymy się w szkole – taka z
krwi i kości, mająca wzloty i upadki, przeżywająca rozterki i rozdarcia, zajęta
zarówno sprawami przyziemnymi, jak i wzniosłymi. Wyłania się z niej nie tylko
znakomity poeta, sympatyk lewicy i patriota, ale także pijący duże ilości
alkoholu kobieciarz, mąż i ojciec.
Dla mnie
Broniewski to przede wszystkim artysta, a nie polityczny naganiacz czy
alkoholik (jak sugerują dziś niektórzy). Fakt, jego poezja nader często nosi
znamiona politycznych sympatii i głównie tę znamy, ale nie znaczy to, że nie
pisał on nic innego. Wystarczy wspomnieć chociażby liryki poświęcone tragicznie
zmarłej w wieku 25 lat córce czy wiersze tworzonych poza granicami kraju, a
pisane ręką patrioty-tułacza.
Anula! Ty mi
dałaś w twarz,
moja córko…
Miałaś rację
i po śmierci ją masz,
córko-bzdurko.
Ja od roku
wierszy nie umiem pisać,
bo ty nie
żyjesz…
Upiory jakieś
mam na rękach kołysać
w bzdurach po
szyję?
To nie
bzdury, nie bzdury, Aniu,
ja jednak
jestem poetą,
chciałbym
wiersz napisać o wielkim kochaniu –
nie to!
(„O wielkim kochaniu”)
Polityka
oczywiście towarzyszyła poecie, była obecna niemal w każdym okresie jego życia.
Ja rozumiem jego postawę i zaangażowanie trochę inaczej niż większość
współczesnych publicystów. Otóż płocczanin jawi mi się jako naprawdę ideowy,
tradycyjny socjalista (czy komunista). Warto jednak przypomnieć, że latach
dwudziestych i trzydziestych za takie
poglądy można było zostać aresztowanym, co też przytrafiło się Broniewskiemu,
który trafił w wolnej Polsce za kraty z powody swoich nieprawomyślnych
poglądów. To samo spotkało go zresztą później w Związku Radzieckim. Moim
zdaniem zaangażowanie w ruch komunistyczny w II RP nie było wyrazem
koniunkturalizmu, ale głównie przejęcia się losem ekonomicznie upośledzonych
mas, bezwzględnie wykorzystywanych przez warstwy posiadające – fabrykantów czy
ziemiaństwo. Było sprzeciwem szczerym i radykalnym, choć niestety dość
krótkowzrocznym. A co sprawiło, że mimo pobytu w więzieniu w „ojczyźnie
proletariatu” poeta po wojnie nie zmienił zasadniczo poglądów? Myślę, że wiara
w nowy ustrój mogła wynikać z jego międzywojennych doświadczeń, ale także z
tego, co działo się w latach 1939-1945. Łatwo oceniać innych, szczególnie pokoleniu,
które nigdy nie żyło warunkach eksterminacji ludzi na skalę przemysłową, które
nie musiało się podporządkować restrykcyjnym prawom okupanta, które nie
widziało na własne oczy bydlęcych wagonów wiozących ludzi do obozów zagłady.
Myślę również, że Polska – jaka by nie była – po wojennej hekatombie mogła się wielu
ludziom jawić jako miejsce całkiem przyjazne – kraj, który nawet w najbardziej ponurych czasach
(stalinizm) ani trochę nie przypominał tego z okresu II wojny światowej. Tamte
restrykcje i prześladowania nie były nawet namiastką zgotowaną obywatelom naszego
państwa – czy to Żydom, czy Polakom – przede wszystkim przez hitlerowskiego, ale i radzieckiego najeźdźcę (o tym drugim niewiele się zresztą wtedy mówiło).
Ja chcę
wdychać warszawskie powietrze,
w tym
powietrzu jest moja żona,
puszczona z
dymem po wietrze.
Powietrze –
to ona.
Jest takie
miasteczko Oświęcim,
było tam
krematorium,
a teraz
święte i święci
latają
stamtąd ponad historią.
Cóż ja na to
mogę poradzić, co zrobić?
Westchnąć i
odejść.
Poza mną
urny, poza mną groby,
dawno miniona
młodość.
(„Oświęcim”)
Życia i twórczości Broniewskiego
nie wolno rozpatrywać i oceniać z perspektywy dzisiejszego podziału partyjnego
(to samo dotyczy zresztą innych artystów uwikłanych w politykę, a żyjących w
międzywojniu). Bohater opisywanej książki był lewicowcem, ale w jego
politycznym zaangażowaniu nie było miejsca chociażby na propagowanie prostackiego
antyklerykalizmu, próby zmiany stylu życia i zwyczajów ludzi prostych,
robotników. Oczywiście wszystko to działo się w innym świecie – przed
powstaniem ruchu Nowej Lewicy i zmierzchem partii masowych – ale przecież i w
tym okresie nie brakowało agitatorów propagujących swoiście rozumiany „postęp”.
Broniewski
to nie tylko piewca socjalizmu, ale również żarliwy patriota – legionista (mimo
sprzeciwu rodziny porzucił szkołę w wieku 18 lat), odznaczony orderem Virtuti
Militari i czterokrotnie uhonorowany Krzyżem Walecznych uczestnik wojny
polsko-bolszewickiej, który nawet w pierwszych latach „realnego socjalizmu”
wznosił toasty za Piłsudskiego.
Mariusz
Urbanek mówił w jednym z wywiadów prasowych, że Broniewski nigdzie nie czuł się
swój. Trudno się z tym nie zgodzić, bo co to za komuch, który walczy z Rosją
Radziecką po stronie „pańskiej” Polski i co to za patriota, który chwali
komunizm? A co to za poeta rewolucyjny flirtujący ze skamandrytami? Na dodatek Broniewski
pisał już w 1943 roku:
[…]
A druga bomba
– w grób smoleński!
Niechaj
rycerze zmartwychwstaną
i świecąc
każdy piersi raną,
świadectwo
dadzą krwi męczeńskiej,
tej krwi
niewinnej, z ręki kata
przelanej w
obcą ziemię czerstwą,
ze zgrozą,
lecz milczeniem świata,
za wolność,
równość i braterstwo.
[…]
(„Homo sapiens”)
(Chyba tylko kontrowersyjności
autora zawdzięczać możemy fakt, że nikt ostatnio nie wyciąga tego fragmentu…).
Nieco
inaczej prezentuje się sylwetka poety zarysowana w ostatniej części książki przez
jego przybraną córkę – Marię Broniewską-Pijanowską. Z tych wspomnieć wyłania
się między innymi obraz „konserwatywnego szlachcica” i ojca, który robił córkom
awantury za loki czy wizyty chłopaków. Ten wywiad nie pokazuje poety w zbyt
dobrym świetle, ale jest ciekawym dodatkiem.
W
każdym razie warto tę książkę przeczytać. Dzięki niej poznacie bliżej
międzywojenne środowisko literackie, dylematy polskich środowisk politycznych, fragmenty
pięknych wierszy i trochę jakże zawikłanej historii naszego kraju.
Żylasta dłoń na rękopisie,
schylonej głowy zarys lwi.
Na nie domknięte pada drzwi
olbrzymi cień. Na stole tli się
naftowa lampa.
Noc niezmierna,
gwiaździsta. (Ciężko nieść tę ciszę).
Mróz. Północ. Śnieg na dachach Berna,
puszysty śnieg.
Bakunin pisze.
[…]
(„Bakunin”)
Ksiązka dostępna jest w
Miejskiej i Gminnej Bibliotece Publicznej im. Leona Kruczkowskiego w Wieluniu.
"Ludzie, którzy
piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają tzw. głośnym momentom, a za mało
badają okresy ciszy. Jest to brak intuicji tak niezawodnej u każdej matki,
kiedy słyszy, że w pokoju jej dziecka raptem zrobiło się cicho. Matka wie, że
ta cisza oznacza coś niedobrego. Że jest to cisza, za którą coś się kryje.
Biegnie interweniować, ponieważ czuje, że zło wisi w powietrzu. Tę samą funkcję
spełnia cisza w historii i w polityce. Cisza jest sygnałem nieszczęścia i
często – przestępstwa. Jest takim samym narzędziem politycznym jak szczęk oręża
czy przemówienie na wiecu. Cisza jest potrzebna tyranom i okupantom, którzy
dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie. Zwróćmy uwagę, jak pielęgnował
ciszę każdy kolonializm. Z jaką dyskrecją pracowała Święta Inkwizycja.
[…] Cisza ma
swoje prawa i wymagania. Cisza wymaga, żeby obozy koncentracyjne budować w
miejscach odludnych. Cisza potrzebuje ogromnego aparatu policji. Potrzebuje
armii donosicieli. Cisza żąda, aby wrogowie ciszy znikali nagle i bez śladu.
Cisza chciałaby, żeby jej spokoju nie zakłócał żaden głos – skargi, protestu,
oburzenia. Tam gdzie rozlegnie się taki głos, cisza uderza z całej siły i
przywraca stan poprzedni – to znaczy stan ciszy"
(R. Kapuściński, Śmierć ambasadora, [w:] Chrystus z karabinem na ramieniu,
Warszawa 2009,
s. 90)
22
września na całym świecie obchodzony jest Dzień bez Samochodu. Także w wielu
polskich miastach wprowadzane są w tym dniu ulgi i rozmaite ułatwienia dla
osób, które zdecydują się zostawić swoje auto na parkingu i udadzą się do
pracy, szkoły lub na zakupy publicznymi środkami transportu. Jest to doskonała
okazja do propagowania zachowań proekologicznych, ale także do refleksji.
Banałem
będzie stwierdzenie, że samochody zanieczyszczają środowisko i hałasują, przez
co mogą przyczyniać się do pogorszenia jakości życia. Ale łatwo też zauważyć,
że są one niektórym osobom wręcz niezbędne. Nierzadko trudno bez nich uczestniczyć
chociażby w życiu zawodowym czy kulturalnym. Bardzo często korzystanie z własnego
auta nie jest to wyborem poszczególnej osoby, ale po prostu koniecznością. Naszym
zdaniem władze miast, dla szeroko rozumianego komfortu mieszkańców, powinny
przede wszystkim dążyć do rozwoju wygodnej i funkcjonalnej sieci komunikacji
miejskiej oraz rozbudowy ścieżek rowerowych. Tymczasem problem zatłoczenia ulic
wciąż próbuje się rozwiązać poprzez budowę i poszerzanie ulic czy nieustanne
powiększanie strefy parkingowej (niszcząc przy okazji tereny zielone), co jest
raczej błędnym kołem, a nie skutecznym panaceum na tę bolączkę współczesnych
miast. Tylko kierujący dwuśladowcami mogą liczyć na udogodnienia, bo już raczej
nie cykliści, którzy latami muszą czekać na własne ścieżki czy bezpieczne
miejsca, w których mogliby zostawić na kilka godzin swój pojazd.
Jeśli
jednak mieszkańcy miast jakoś mogą obejść się bez własnego samochodu, to nie da
się tego powiedzieć o osobach żyjących w mniejszych miejscowościach.
Postępująca likwidacja połączeń autobusowych i kolejowych sprawiła, że na wsi
trudno żyć bez czegoś, co posiada cztery koła i silnik. Gdyby nie ten
wynalazek, dojazd do pracy, uczelni, kina, teatru byłby dla wielu osób dwudniową
wyprawą…
Zgadzamy
się co do tego, że w tym przypadku wiele zależy od zmiany nastawiania i
przyzwyczajeń, ale uważamy również, że zmniejszenie ilości aut w centrach
naszych miast nie będzie możliwe bez rozważnych decyzji podejmowanych w
gabinetach ludzi nimi zarządzającymi. Wierzymy, że możliwe i opłacalne jest
utrzymanie sprawnie funkcjonującego i zadbanego transportu publicznego. Mamy
też nadzieję, że doczekamy się wreszcie ścieżek rowerowych – także w naszym
mieście – na miarę państwa leżącego w centrum Europy.
Tymczasem
zachęcamy Was do spacerów i rowerowych przejażdżek! (Podobno pogoda w
pierwszych dniach jesieni ma być w okolicach Wielunia nie najgorsza).
W związku ze zbliżającymi się
długimi jesiennymi wieczorami, Pracownia Działań Alternatywnych postanowiła
wyciągnąć do swoich sympatyków pomocną dłoń. Drodzy Czytelnicy tego bloga!
Chcielibyśmy zaproponować kilka książek dostępnych w wieluńskich bibliotekach,
które umilą Wam tę porę roku. A co później? Zobaczymy… Jednocześnie zwracamy
się do Was z małą prośbą: przeczytaliście ostatnio coś ciekawego? Napiszcie nam
o tym!
Ja odkryłem ostatnio
Czechy. Zrobiłem to dzięki pewnym 280 stronom – tyle bowiem liczy książka
Mariusza Szczygła (dziennikarza „Gazety Wyborczej”, redaktora „Dużego Formatu”)
pt. „Zrób sobie raj” (wyd. Czarne, Wołowiec 2010). Śmiało mogę powiedzieć, że
jest to lektura fascynująca. Przebrnąłem przez nią w kilka godzin, a czytam
dość wolno. Z pewnością nie był to czas stracony. Wręcz przeciwnie! Muszę się jednak
przyznać, że do tej pory nie miałem kontaktu z literaturą tego typu. Reportaże
to dla mnie coś nowego.
Szczygieł
sięga po rozmaite tematy, czerpie z ikon czeskiej literatury i sztuki, odkrywa
dla nas (ludzi, którzy niewiele o Czechach wiedzą) fragmenty z bogatego życia
artystów i innych oryginałów o nazwiskach nad Wisłą raczej nieznanych. Pisze o
knajpach, życzliwości, pacyfizmie, antyheroiczności i antypatetyczności u
naszych południowych sąsiadów. Porusza również kwestię zbrojnej interwencji w
latach 60., w której wzięli też udział polscy żołnierze. Jest jednak temat,
który przewija się przez książkę nieustannie i jednocześnie zajmuje w niej swoje
osobne, rozległe miejsce. Chodzi o czeskie „życie bez Boga”. O kraju, w którym
2/3 osób deklaruje ateizm, czyta się w Polsce jak o innej planecie, a przecież
kilkaset kilometrów stąd niektórzy ludzie nie umieją użyć formułki stosowanej
podczas wykonywania ręką znaku krzyża (zob. s.55), nie chodzą do kościoła, nie
chrzczą masowo dzieci i nie witają radośnie żadnego papieża.
„Dzwonię do znajomej. – Ten papież ani trochę nie różni się od waszego
– mówi.
– A powinien? W czym miałby być inny? – dopytuję.
– Taki sam ludobójca jak wasz.
– Słucham?!
– No ktoś, kto nie pozwala na prezerwatywy w Afryce, nie może być
inaczej nazywany”
(s. 171-172).
Trudno wyobrazić
sobie kraj położony tak blisko Warszawy czy Krakowa, w którym część ludzi w zasadzie
kryje się ze swoją wiarą (zob. s. 174), państwo, gdzie policja nie ma swojego kapelana.
Aż trudno uwierzyć, że dzieje się to wszystko jakieś trzysta kilometrów stąd.
Dla Polaka szokujące może być również tamtejszy niefrasobliwy stosunek do
zmarłych i brak imprez typu pogrzeby, stypy.
W
rozdziale poświęconym smoleńskiej katastrofie trafimy na wiele mądrych i – być
może (zależy od osoby) – odkrywczych zdań autora. Szczygieł wspomina o polskiej
potrzebie nieszczęścia, która niezbędna jest nam do życia, naszej nekrofilskiej
kulturze, celebrach związanych z ofiarami, swoistym wyścigu na męczeństwo (zob.
s. 194-195). Niesamowicie to prawdziwe i obrazoburcze zarazem.
Wiem,
że kraina przedstawiona na kartach tej książki, to nie są tak naprawdę Czechy,
bo i za naszą południową granicą istnieją chociażby krewcy kibice piłkarscy czy
też skinheadzi bijący Romów. Jest to wszystko nazbyt piękne, by mogło być
prawdziwe. Jestem jednak pewien, że sporo ziaren prawdy znajduje się w tej
opowieści (reportażu, eseju) i choć ten czechofilski obraz być może jest nieco
zdeformowany, to i tak już wiem, że chcę tam pojechać…
Ksiązka dostępna jest w Miejskiej
i Gminnej Bibliotece Publicznej im. Leona Kruczkowskiego w Wieluniu.
Dziękujemy za udział w koncercie oraz akcji "Paczka dla Putina.Wolność dla Pussy Riot"
Zagrali:Obscure Sphinx (Warszawa) oraz Infector (Oleśnica/Syców)
Rozwój turystyki sezonowo- weekendowej w miejscowościach nadwarciańskich wiąże się z rosnącymi stertami odpadów pozostawianych przez wypoczywającą Cywilizację. Jednym z najbardziej zaśmieconych miejsc są okolice Kamionu. Postanowiliśmy nie gadać o tym, że jest źle i brzydko, tylko posprzątać ten syf. Urząd gminy Wierzchlas zapewnia worki i odbiór śmieci. My dajemy ręce i dobre chęci. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą pomóc.
Miejsce i data: Kamion, 13 października, godz.9.00.
Wyjazd z Wielunia godz. 8.30, parking przy ul. 18 stycznia.
Powrót w godzinach popołudniowych.
Pracownia Działań Alternatywnych zaprasza do wzięcia udziału w akcji Amnesty International „Paczka dla Putina: Wolność dla PUSSY RIOT!”.
Bierzcie jakiekolwiek materiały, kawałki szmatek, czapki, swetry, bluzki, rajtuzy itp. I zróbcie maskę a’la Pussy Riot. Inwencja twórcza dowolna. Zróbcie to razem z przyjaciółmi, dziećmi, sąsiadami… Przygotowane maseczki przynieście na koncert 15 września w Crash ul. Kościuszki 25, gdzie będzie stanowisko wolontariuszy PDA. Zebrane maski jako wyraz społecznego poparcia dla Pussy Riot w Wieluniu, zostaną przekazane Amnesty International, która prześle wszystkie zebrane w Polsce maski Putinowi, wraz w wcześniej podpisanymi petycjami. Jeśli ktoś nie podpisał petycji to wciąż może to zrobić online, lub w miejscu zbiórki masek w Wieluniu. Przewidziany jest bonusik dla osoby , która przyniesie najwięcej masek. Zapraszamy do działania.
"Czy wczoraj, czy dziś, czy jutro - byłeś, jesteś i będziesz jedyną osobą, która może przeszkodzić ci w osiągnięciu szczęścia" - Joseph Murphy
Joseph Murphy (ur. 20 maja 1898, zm. 16 grudnia 1981) – irlandzki pisarz, filozof, nauczyciel, prekursor i krzewiciel myślenia pozytywnego.Urodził się w Ballydehob, w hrabstwie Cork, w Irlandii. Uczył się w Irlandii i Anglii. Jego najważniejsze dzieło, a zarazem najbardziej znane – Potęga podświadomości (The Power of Your Subconscious Mind), przedstawia w jaki sposób wpływać na swoją podświadomość i używać jej do własnych celów.
„To tylko zwierzęta” to na pewno pozycja wyjątkowa. Pełnometrażowy film, stawiający bardzo ważne pytania, profesjonalnie przygotowany, a jednocześnie w pełni niezależny i zrealizowany nie w celach komercyjnych, ale w celu promowania idei. Na szczęście film nie narzuca nachalnie swojej wizji świata, raczej przedstawia rzeczywistość, która jest przed nami ukrywana albo też wypierana z naszej świadomości. Na plus filmu można też zaliczyć autorską i bardzo dobrą ścieżkę dźwiękową oraz niepozwalający się nudzić montaż. W ciągu półtorej godziny nie sposób przedstawić wszystkich zagadnień związanych ze statusem i sytuacją zwierząt, które powinniśmy brać pod uwagę. Jednak w „To tylko zwierzęta” w zgrabny sposób udało się zarysować najważniejsze problemy naszych relacji ze zwierzętami. A nie są to dobre relacje. Są to relacje typu kat –ofiara, pan - niewolnik. We współczesnym świecie zwierzęta w niewyobrażalnych ilościach są przez nas zniewalane, więzione, kaleczone, niszczone psychicznie i fizycznie oraz zabijane. Wykorzystujemy je w przemyśle rozrywkowym, spożywczym, farmaceutycznym, kosmetycznym. Jednocześnie nadal wiele ludzi deklaruje swoją miłość do swoich domowych pupili (które przecież nie różnią się zbytnio od zwierząt hodowlanych), a jeżeli nie miłość to przynajmniej szacunek dla ich życia. Również większość ludzi zgadza się co do tego, że zwierzęta są w stanie odczuwać takie stany jak ból, cierpienie, smutek, ale też radość czy ekscytacje. Te podstawowe i wyczuwalne intuicyjnie informacje potwierdzając naukowcy zajmujący się badaniami nad zachowaniem i inteligencją zwierząt. Niestety pomimo tej wiedzy nadal nie przyznajemy zwierzętom tego najbardziej z podstawowych praw, czyli prawa życia. A wszelkie obrazy ich cierpienia i zniewolenia staramy się wyprzeć, tak by oszczędzić sobie wyrzutów sumienia.
Jednak zamknięcie oczu nie pomoże. Odwrócenie się plecami też nie. Udawanie, że to gdzie indziej jest tak źle, a u nas na pewno hodowcy przestrzegają przepisów, zapewniają zwierzętom wikt i opierunek, stosowną opiekę oraz wspaniałe warunki życia.
I najpewniej same podchodzą pod nóż, gdy przyjdzie na nie czas. Otóż nie! Film pokazuje, że tam gdzie chodzi o pieniądze życie czujących istot można sprowadzić do tytułowego: „To tylko zwierzęta”. I to nie tylko w mitycznych, barbarzyńskich krainach gdzieś na krańcach świata. Zwierzęta, które widzieliśmy na filmie, które miotają się w mikroskopijnych klatkach, które ze stresu obgryzają sobie kończyny, którymi wali się o kant klatki, które mają rany, które tak strasznie cierpią żyły obok nas. Może kilkadziesiąt kilometrów od Twojego domu, a może tylko kilka, to jest także nasza rzeczywistość! I to naszym obowiązkiem jest o niej mówić i ją zmieniać. W tym miejscu trzeba przyznać, że właśnie najmocniejszym punktem filmu jest to, że zdjęcia niemal w całości pochodzą z Polski. Koniec usprawiedliwiania się tym, że u nas tak na pewno nie jest!
Obrazom z ferm futrzarskich, z cyrków, z targów koni, z hodowli zwierząt na cele spożywcze towarzyszą komentarze znanych polskich aktywistów pro-zwierzęcych. Warto zastanowić się nad ich słowami. Nad tym jakie powinny być nasze relacje z innymi zwierzętami? Co robić by zmniejszać ich cierpienie? Jaki jest związek pomiędzy zniewoleniem zwierząt, a innymi formami wyzysku? To nadal pytania, które stawiamy sobie zbyt rzadko.
Aktywiści zwracają uwagę na to, że przejście na wegetarianizm jest często pierwszym krokiem jaki można wykonać, ale z pewnością nie ostatnim. Kiedy zaczynamy odkrywać drogę jaką przechodzi kotlet – od samych narodzin zwierzęcia po wylądowanie w naszym żołądku zaczynamy zastanawiać się też nad innymi drogami, których bardzo długie odcinki są ukrywane przed naszymi oczami. Zaczynamy zastanawiać się nad wyzyskiem pracowników w azjatyckich fabrykach dzięki, którym mamy tanie elektroniczne gadżety i ubrania, zaczynamy zastanawiać się nad tym co dzieje się z tonami odpadów, które produkujemy każdego dnia. Zaczynamy zastanawiać się nad tym czemu tyle pieniędzy wydaje się na wojny, albo chociażby na igrzyska typu EURO 2012, a nie na zaspokajanie najpilniejszych potrzeb i nad wieloma innymi kwestiami.
Weganizm to nie dieta. Weganizm to świadomość, która pociąga za sobą działanie
i dużo myślenia, analizowania rzeczywistości. Obejrzyjcie film „To tylko zwierzęta”. Poszukajcie informacji. Wyróbcie sobie własną opinię bazującą na wiedzy i empatii. Film jest wolny do dystrybucji. Twórcy filmu ogłosili, że prawa do niego należą do zwierząt. Dlatego możecie go dowolnie kopiować i dystrybuować, a wszystko po to, by rozprzestrzeniać ideę walki o prawa zwierząt.
Film dostępny tutaj: http://totylkozwierzeta.pl/pobierz-film.html